By

Zanim przejdziemy do ulubionego tematu współczesnego człowieka, czyli Facebooka, spróbujmy zatrzymać się na wątku dość staroświeckim. Porozmawiajmy o miłości. Dokładniej – przypomnijmy sobie kolejne jej etapy. Zainteresowanie, flirt, zaangażowanie, przyzwyczajenie. Zaczyna się zawsze niewinnie, nie zawsze kończy dobrze, ale między początkiem i końcem zachodzi wiele interesujących procesów. Nimi z kolei mógłby zainteresować się nie tylko psycholog, ale każdy spec od social media.

Na czym najbardziej zależy prowadzącemu fan page? No oczywiście, że na zaangażowaniu! Nie tylko licznych lajkach, ale i komentarzach – pytaniach, spontanicznych reakcjach, entuzjazmie, autentycznym zainteresowaniu. Cel oczywiście jest jasny, gorzej już z jego realizacją. Bo jak tu marzyć o masie komentarzy, jeśli z trudem udaje się przekonać fanów do jednego, małego, ubogiego lajka? I tutaj wkracza teoria wyciągnięta wprost z życia, a dokładniej z miłości. Wytężmy wyobraźnię.

[heading style=”1″]Facebook jest kobietą![/heading]

Wyobraźmy sobie, że nasi fani na facebooku, każdy z osobna i wszyscy razem – to taka hipotetyczna kobieta. Najlepiej z muchami w nosie. Siedzi dumnie przed monitorem i nie zwraca uwagi na byle kogo. Nie podejdziesz jej tanimi zagrywkami, bo tylko zmierzy cię chłodnym wzrokiem, odwróci się na pięcie i odejdzie do innego (czyt. gdzie indziej zalajkuje lub zamieści komentarz). Ona jest dumna – szanuje siebie i swoje lajki. To kobieta z klasą.

Dodatkowo  to kobieta, która może wybierać. Na jej tablicy facebookowej aż roi się od różnorodnych wpisów, polubiła całą masę profili, o jej względy zabiega więc potężne grono adoratorów w postaci różnych administratorów całego stosu fan page’y. Czy myślisz, że tak łatwo zdobyć jej serce? Zachęcić do zaangażowania? Czy sądzisz, że uda Ci się to za pomocą kolejnego wymuszonego copy, czwartego w tygodniu zdjęcia filiżanki kawy lub hasła, typu: „co wolisz na śniadanko – bułki czy chleb”? No przyznaj – nie tędy droga. Zanim więc bezradnie spuścisz głowę, znowu zastanów się nad teorią miłości. Zainteresowanie, flirt, zaangażowanie, przyzwyczajenie.

[heading style=”1″]Nie bądź sztywny![/heading]

Skoro kliknęła kiedyś na Twoim profilu „lubię to” – oznacza to tyle, że już ją zainteresowałeś. Nieważne w jaki sposób – może nawet pomyliła się, klikając „w Ciebie”. A może nie. Teraz musisz ją zatrzymać tu na dłużej, czyli ciągle podsycać jej zainteresowanie, a nawet z nią trochę poflirtować. Zapomnij o sztywnych, wytartych hasłach, wtórnych pytaniach „a wy już po śniadaniu?”, „a u was też pada?”. Najlepiej spytaj sam siebie: czym Ty kliknąłbyś „lubię to” pod takim wpisem? No oczywiście, że nie! No więc na czym polega flirt na facebooku?


A byłeś kiedyś na randce?

Po pierwsze – poczucie humoru

Nie chodzi o opowiadanie prostych (lub prostackich) dowcipów czy świechtanie mało wybrednymi komentarzami. Musisz być po prostu trochę niepokorny. Sukces może tkwić w dobrze sformułowanym jednym zdaniu (niekoniecznie w grafice) – krótkim ale przekornym, czasem nawet zaczepnym lub intrygującym.  Dobry copywriter wie, o czym mowa. Zabawnie skomentuj dołączone zdjęcie, puść oko, ale nienachalnie, bądź zaskakujący – nigdy przenigdy nie używaj oczywistych oczywistości. One rzadko kiedy sprawdzają się na randce.

Po drugie – bądź interesujący

Zdjęcia, grafiki, informacje, które dostarczasz muszą być najogólniej pisząc – ciekawe. Nikogo nie zaintryguje setna wzmianka o weekendzie (takie wpisy dozuj ze szczególną ostrożnością) czy kolejne zdjęcie ciasteczka. Postaraj się bardziej, poszukaj mocniej, stwórz własny content – wrzucaj rzeczy niebanalne, śmieszne, ładne, smutne, ale zawsze ORYGINALNE. Z jednym zastrzeżeniem: WSZYSTKO, CO WRZUCASZ, POWINNO BYĆ ZGODNE Z PROFILEM TWOJEJ MARKI. Ale to już osobna historia. Dobry copywriter czy specjalista ds. social media wie, że właściwe zaangażowanie fana musi być oparte na przywiązaniu do Twojej marki, a nie na instynktownym zainteresowaniu wpisem z Twoją marką nie związanym.

Po trzecie – bądź charakterystyczny

Zdjęcia, które wygrzebujesz jedynie z sieci, mocno ograniczają Twoją „charakterystyczność”. Dlatego powinieneś zadbać o własny, unikalny content – związany jedynie z Twoją marką, opatrzony logo Twojej firmy. Mogą być to zdjęcia, grafiki, filmiki, materiały od tak zwanej kuchni. To one sprawią, że Twój profil nie będzie kolejnym bankiem zdjęć znalezionych w sieci, ale nabierze kolorytu.

I ostatnia uwaga. Przypomnijmy: zainteresowanie, flirt, zaangażowanie, przyzwyczajanie. Tak jak w prawdziwym życiu i w prawdziwym związku – nie dopuść, by Twój fan page wkroczył na ostatni etap. Jeśli Twoja piękna, wyimaginowana fanka facebookowa przestanie być zaskakiwana, szybko staniesz się przezroczysty. Ona natomiast zacznie Cię ignorować, zapomni. Lajkować będzie już gdzie indziej. Dbaj o nią – to się opłaca.

Dorota Jędrzejewska
www.textingstudio.pl

Zobacz kolejne posty

Popularność na Instagramie i setki polubień to wbrew pozorom nic trudnego. Tak przynajmniej...

Emocje już opadły. Przyzwyczailiśmy się do życia w internecie, które obecnie stanowi totalnie...